Od nowiu do nowiu – święty miesiąc muzułmanów. Ramadan.

Miesiąc postu i biesiadowania.

W naszym zachodnim świecie, gdzie tak bardzo odeszliśmy od tradycji i praktyk religijnych – słowo post jawi się jak coś mocno egzotycznego, może nawet niektórym kojarzy się jedynie z Biblią. Nasi rodzice, dziadkowie (i to tylko w niektórych domach) nie jadali mięsa w piątki, mało kto jednak faktycznie odmawiał sobie strawy w dłuższych okresach – tj Wielki Post.

U muzułmanów jest inaczej. Oni nie tylko praktykują swoją religię, ale żyją nią. Dlatego niemożliwym jest porównywanie lub ocenianie naszych dwu światów bez brania pod uwagę tego elementu. Islam jest religią żywą dla prawie 2 miliardów ludzi na świecie. Ramadan zaraz po Aid al Adha (święcie barana) – jest najważniejszym świętem muzułmańskim. I równocześnie jest też świętem, które niemuzułmanów najbardziej kłuje w oczy. Jak to tak? – nie jeść i nie pić cały dzień? Przecież to głupie! (serio?) Niepraktyczne! (to prawda!) Niezdrowe! (nie prawda!). I w imię czego? – ja się pytam.

Ramadan jest miesiącem, któremu przypada liczba 9 w muzułmańskim kalendarzu księżycowym. Co roku odbywa się w trochę innym czasie (w porównaniu do kalendarza gregoriańskiego) – dlatego święto ramadan jest świętem ruchomym. Czasami przypada na jesień, zimę, czasami na lato. Lato jest najtrudniejsze – gdyż post ten polega na niejedzeniu i niepiciu niczego od wschodu do zachodu słońca. O ile w upały 40 czasami nawet 50 st celsjusza (wiele krajów muzułmańskich znajduje się na pustyni) nie jeść jest względnie łatwo – o tyle nie picie w tych warunkach jest prawdziwą katorgą.

Dlaczego się na nią decydują? 

Nie ma siły innej niż determinacja wewnętrzna, która może skłonić człowieka do tak wielkich poświęceń!

Trzeba się tu cofnąć do Mekki w VII w.n.e. Kiedy to Prorok Mahomet (jeszcze wtedy nie był uważany za proroka) prowadził skromny żywot. Miał starszą od siebie żonę – Khadidżę oraz ukochaną córkę – Fatimę. W ówczesnej Mekce (która była bogatym miastem handlowym, przez które przebiegał jeden z ważniejszych szlaków handlowych Półwyspu Arabskiego) – panowało wielobóstwo. Choć znane już światu były dwie religie monoteistyczne – judaizm i chrześcijaństwo – Mekkańczycy oddawali cześć licznym duchom pustyni oraz trzem bóstwom żeńskim, którym dedykowane były liczne świątynie. Idea jednego Boga powoli zaczynała dopiero kiełkować w głowach i sercach nielicznych – jednym z nich był właśnie Prorok Mahomet. Chodził on medytować do jaskini, która znajdowała się na wzgórzu Hira – nieopodal miasta. To tam po raz pierwszy – już po licznych godzinach spędzonych w medytacyjnej ciszy – zjawił się przed nim Archanioł Gabriel (ten sam, który zwiastował Marii, że zostanie matką Boga) i oznajmił Mahometowi, że przez niego będą przepływać wersety kolejnej świętej księgi, którą to jedyny Bóg Allah – zsyła ludziom pustyni. To właśnie były początki jego misji. „Nie ma Boga prócz Allaha, a Mahomet jest Jego Posłańcem” – tak brzmi szahada – wyznanie wiary, najprostsza i najważniejsza modlitwa muzułmańska, a zarazem pierwszy z pięciu filarów islamu.

Kolejnym filarem tej religii jest właśnie święty post – Ramadan. Obchodzony od ponad 14-stu stuleci po to, aby uczcić właśnie powyżej opisany czas z historii islamu- zesłania pierwszych wersetów Koranu.

W czasie ramadanu nie można – jeść, pić, palić (ani tym bardziej korzystać z innych używek). Nie można też korzystać z uciech cielesnych. Kobiety nie powinny się stroić, zdobić dłoni henną, nie powinno się też niepotrzebnie strzępić języka na kłótnie, obgadywanie, kłamstwa. Wszystko to zabronione od wschodu do zachodu słońca. Czas na nadrobienie zaległości jest nocą, ale wtedy też trzeba się wyspać przed kolejnym, wyczerpującym dniem postu. 

Dobrze zrobiony post ramadanowy ma na celu oczyścić ciało, umysł i ducha ze zbędnego balastu i szumu, który nagromadził się podczas roku życia w pośpiechu, nadmiarze i hałasie. Jest to czas wzmożonych modlitw i medytacji. Czas, w który wstępuje się z intencją, w imię której modlitwy płyną w górę. Do Allaha. Czas odpuszczenia grzechów. Czas empatii względem innych ludzi – głównie słabszych i uboższych – nie każdego bowiem stać na porządną, codzienną strawę, więc doświadczając dyskomfortu głodu i pragnienia, które niektórzy odczuwają na codzień – poszczący uwrażliwia się na ich los. Dlatego w czasie ramadanu każdy muzułmanin powinien ofiarnie podporządkować się dwu kolejnym filarom islamu tj – zakat – czyli jałmużna oraz salat – czyli modlitwa.

Z racji tego, że restrykcyjnie zabronione jest korzystanie z używek – jest to także doskonała okazja dla tych, którzy planują rzucić palenie papierosów albo marihuany (alkohol jest jasno zabroniony przez świętą księgę przez cały rok, a nie tylko w czasie ramadanu). Co prawda palacze mogą po zachodzie słońca oddać się nałogowi, ale wytrwanie cały dzień bez papierosa dla osoby uzależnionej jest mega wyzwaniem. Dla niektórych – niemożliwym. Niektórzy – zaskakują samych siebie. I rzucają.

W ramadanie także można zobaczyć ludzi namiętnie uprawiających sport. Oczyszczanie ciała połączone z regularnym ruchem (najczęściej tuż przed zachodem słońca) jest bardzo korzystne dla organizmu.

No i – co najbardziej zaskakujące – ramadan jest czasem wspaniałego, kolektywnego biesiadowania. Okresem, w którym konsumuje się najlepszej jakości jedzenia w roku! Muzułmanie mówią, że to jak nasza rodzinna kolacja na Boże Narodzenie – tyle, że oni tych „kolacji” mają aż 30. A raczej nie kolacji, ale śniadań. Chodzi tu o iftar – czyli pierwszy posiłek ramadanowy.

Po zachodzie słońca w Maroku rozlegają się syreny (podobnie brzmiące, jak te u nas upamiętniające Powstanie Warszawskie), dopiero potem słychać muezzinów nawołujących modlitewnym śpiewem do meczetów. To znak, że post na dzisiaj się kończy. Wg tradycji muzułmańskiej powinno się go przerywać daktylem (tak właśnie robił Prorok Mahomet). Potem już można się czegoś napić!. Niektórzy piją wodę i biegną z sadżdżadą (modlitewnym dywanikiem) dokonać ablucji i pomodlić się. Inni, coby dopełnić tradycji kulinarnej – piją mleko, a potem pędzą do domów lub do restauracji aby wreszcie się najeść. Nałogowi palacze z błogim wyrazem na twarzy palą pierwszego tego dnia papieroska. Zaczyna się iftar – biesiadowanie w uroczystej atmosferze. 

Z racji tego, że większość ramadanów obserwowałam w Maroku – o Maroku będę teraz pisać, choć podobnie to wygląda w innych krajach świata arabsko-muzułmańskiego. Stoły ramadanowego śniadania uginają się od potraw. Gospodynie domowe stają na głowie, żeby dania przez nie serwowane były najsmaczniejsze – tym bardziej, że wieść o ich umiejętnościach kulinarnych niesie się daleko, bo często na śniadania zaprasza się gigantyczne w tej kulturze rodziny (z wujostwem i kuzynostwem włącznie) oraz sąsiadów. Sprzedawcy jedzenia – co dość paradoksalne – mają w tym okresie postu najlepsze w roku utargi! Biesiadowanie odbywa się w bardzo radosnej i naprawdę głośnej atmosferze. Potrawami, które muszą znaleźć się na ramadanowym stole w Maroku są: zupa harira – tradycyjna zupa marokańska na bazie rosołu i soczewicy z ciecierzycą, pomidorami oraz kolendrą. Taka nasza pomidorowa plus rośliny strączkowe zapewniające jedzącym duże ilości skrobi. Marokańczycy uwielbiają łączyć słone ze słodkim – dlatego harirę przegryzają daktylami, jajkiem na twardo oraz bardzo słodkimi ciasteczkami szribakija. Oczywiście wszystko się suto popija wodą lub słodką herbatką marokańską z miętą. Obowiązkowy jest także sok z wyciskanych pomarańczy – po to, aby dostarczyć organizmowi witamin. Ponadto je się jasne, lekkie mięso (np. drób i ryby) oraz sałatkę marokańską – na którą składają się posiekane pomidory i cebula z solą i kuminem. Między posiłkami robi się przerwy, żeby nie pęknąć w pół. Jednak nie wszyscy znają umiar – dlatego w do klinik i szpitali w tym okresie trafia wiele stękających, naprawdę ciężko cierpiących pacjentów. No cóż – wszystko trzeba umieć robić – w czasie ramadanu znalezienie balansu pomiędzy niejedzeniem a jedzeniem, bezczynnością a byciem aktywnym jest najważniejsze. Nawet po zachodzie słońca.

Po jedzeniu zaczyna się impreza. Kto był w Maroku w tym okresie ten wie – hordy rozśpiewanych, wesołych ludzi krząta się po ulicach miast. Dzieci towarzyszą dorosłym do późnych godzin nocnych. Później zostają już sami młodzi mężczyźni. Jest trochę jak w sylwestra – tylko bez fajerwerków. Niejednokrotnie zastanawiałam się, jak ci imprezujący poradzą sobie z kolejnym dniem w pracy (ramadan przecież nie zwalnia z zarobkowania) – tym bardziej, że przed wschodem słońca wypada jeszcze wstać, aby się napić wody, bo gdy już muezzin wzywa na poranne modły do meczetu – znowu zaczyna się post. Kto może ten zostaje dłużej w domu, większość idzie do pracy, aby w lekkim stuporze przeczekać do chłodniejszych godzin popołudniowych. Ramadan jest fatalnym miesiącem na załatwianie jakichkolwiek ważnych spraw – nikt tak naprawdę cię nie słucha, nikt nawet nie chce z tobą rozmawiać. Wszyscy przeczekują do chłodu wieczoru, kiedy to – puste w czasie dnia ulice – zapełniają się radośnie ożywionymi tłumami. I tak przez cały miesiąc.

Z postu zwolnione są osoby starsze, chorujący, kobiety w ciąży i w połogu, dzieci (aż do osiągnięcia dojrzałości płciowej), a także osoby będące w podróży. Poza tym nie ma przymusu, żeby pościć, ale nie można – pod groźbą więzienia – ostentacyjnie przerywać postu będąc obserwowanym przez innych – np. na ulicy albo w sklepie. Jak zbyt jawnie i ostentacyjnie przerwiesz post – spotka cię ostracyzm społeczny. W skrajnych przypadkach – areszt.

W tym roku ramadan zaczął się 12 kwietnia – skończy się z 12 maja. Czyli w tej chwili muzułmanie całego świata są już po półmetku. Dla najbardziej religijnych zbliża się najważniejszy moment – Itikaf. To trwanie w meczecie w celu czczenia Allaha. Osoba, która robi itikaf musi mieć ku temu intencję, czystość od dżanaba (brud albo grzech seksualny) oraz czystość po okresie i połogu. Itikaf rozpoczyna się 10 dni przed końcem postu, po modlitwie fadżr, po której aż do zakończenia ramadanu trwa się w modlitewnej medytacji bez wychodzenia z meczetu, chyba że z konieczności. Podczas itikafu nie można odwiedzać chorego, uczestniczyć w pogrzebie, ani współżyć ze współmałżonkiem.

Jakby tego poszczenia w dzień, a biesiadowania nocą było mało – miesiąc Ramadan kończy się świętem Eid al-Fitr. W tym dniu muzułmanie w atmosferze radości odwiedzając się nawzajem, pozdrawiają słowami „eid mubarak”, składają sobie życzenia i obdarowują prezentami. 

Świat po Ramadanie wraca do normy. Każdy coś z niego wyciągnął dla siebie – niektórzy modlitewny entuzjazm na resztę roku. Inni bunt powoli kiełkujący w sercu. Życie się toczy dalej.

Autor: Dorota Szelezińska

slajd